Teneryfa – warto, co warto, a może jednak nie warto?

Pomysł wyjazdu na Teneryfę powstał już dwa lata temu, właściwie jeszcze przed decyzją o wyjeździe w 2016 roku na Kretę. Opracowałem więc plan… Mając prawie 8-latkę i „zawsze 18-letnią” żonę w bagażu zabranym nie można spędzić prawie całych wakacji w terenie, jak to ja bym chciał. Czas należało więc podzielić na bogatą część jedzeniowo-basenową, a eskapady w większości nastawić na sprawianie przyjemności dziecku. Choć nie tylko. Poniżej krótki raport z tego co zobaczyliśmy. Być może „teneryfowi wyjadacze” lub inni wczasowicze będą mieli inne opinie, zatem potraktujcie poniższe zdania niczym „wypociny podróżnika amatora”.

Oceny: * fatalnie ** słabo *** dobrze **** bardzo dobrze ***** rewelacyjnie
Data: 11-25.06.2017
Biuro: Rainbow Tours, pośrednik Travelino.
teide1 (36)
Rainbow Tours****, Small Planet *** Apetyty i oczekiwania były olbrzymie, lecz wstęp do wakacji – nieciekawy. Na kilka miesięcy przed terminem wakacji Rainbow zmieniło miejsce wylotu, z Poznania na Warszawę, proponując odszkodowanie w wysokości 300 zł na całą rodzinę. To bardzo mało, nawet nie starczy na paliwo i bramki autostradowe w obie strony o pociągu czy hotelu nie wspominając. Nie przyjąłem od razu propozycji, podzwoniłem, nie tylko do pośrednika Travelino, lecz i do Rainbow, więc „kłótliwemu klientowi dorzucono darmowy parking. Wybór: biorę albo zwracają pieniądze. Zdecydowałem się przyjąć propozycję, bo bardzo zależało mi na Teneryfie, poza tym nie za bardzo miałem ochotę na nowe szukanie. Airbus to przestronny samolot i podróż Warszawa-Teneryfa była długa (ponad 5 godzin), za to dość komfortowa.
Powrót to przykład indolencji, właściwie do dziś nie wiem kogo. Na skutek fatalnego przydzielania miejsc w samolocie, rodziny, w tym i moja trzyosobowa, były rozdzielone. Usadowiono mnie 13 rzędów za dziewczynami, w dodatku córka pierwotnie nie siedziała nawet tuż obok mamy i dopiero płaczem wymusiła to co teoretycznie należne. Wprowadzono wcześniej (Small Planet czy Rainbow – sam nie wiem) bilety premium, jednak informacja o nich była przed zakupem wakacji niemal żadna. Zabrakło też „pierwszeństwa wchodzenia na pokład rodzin z dziećmi, rozdzielano małżeństwa. Powstał zatem spory niesmak z tego powodu po powrocie. Rezydenci na miejscu – wysoki poziom – choć nie mieli ze mnie żadnego pożytku, bo na wycieczki organizowałem głównie samodzielnie.

Przygrywka*****
Przed wyjazdem, wykorzystując sytuację, przyjechaliśmy do Warszawy dzień wcześniej. Tak się bowiem zdarzyło, że 10.06 mecz rozgrywała polska drużyna piłkarska. Zobaczyć na żywo Lewandowskiego i spółkę będąc w Warszawie, tego nie mogliśmy przegapić. Starania o Karty Klubu Kibica (Alior Bank, emitent kart, potrzebuje profesjonalnych pracowników – obsługa – dramat), nocna walka o bilety, walka o bilet na parking przy stadionie. Ufff. Warto było. Atmosfera niesamowita, no i kolejne zwycięstwo podopiecznych Nawałki.

Puerto Santiago***** Mała miejscowość tworząca właściwie trójmiasto z Playa (de) la Arena i Los Gigantes. Idealne miejsce dla rodzin i par, oczekujących spokojnego wypoczynku. Świetna plaża tuż obok hotelu, w którym spaliśmy (Be Live Experience Playa Arena*****, więcej o nim w osobnej recenzji). Rada – nie szukajcie prezentów po całej Teneryfie – w małym sklepikach w Puerto Santiago można znaleźć większość typowych pamiątek, w tym t-shirt z wizerunkiem El Teide.

Wypożyczenie auta*****
Skorzystaliśmy z usług firmy Auto Reisen, wypożyczając auto na całe dwa tygodnie. Wcześniej usługodawca był chwalony na forach i Facebooku. Słusznie. Profesjonalnie, szybko i bardzo tanio. W innych podmiotach rent a car czasem i tydzień kosztował więcej. A tak, samochód mieliśmy do dyspozycji kiedy chcieliśmy, co pozwalało na modyfikacje planów. Dzięki temu na przykład korzystaliśmy z przyjemności Siam Parku w upalny wtorkowy dzień, a nie, gdy słońce ukrywało się z lekka za chmurami tydzień wcześniej. Koszt za użytkowanie SEAT-a Ibizy – niewiele ponad 100 euro. Pojazd rezerwowałem kilka miesięcy wcześniej. Rekomenduję tę wypożyczalnię jak i pomysł auta na cały pobyt, zaczerpnięty zresztą z opinii innych wczasowiczów (geniuszem, niestety, nie jestem).

Teide***** Przez wiele miesięcy to było moje marzenie. Wejść na wulkan El Teide. A raczej wjechać kolejką a potem dojść na szczyt, bo przyjechałem na wakacje a nie jakieś wielkie wysiłki . Przygotowania zacząłem kilka miesięcy wcześniej i nie mam tutaj na myśli strony fizycznej tego zagadnienia. Po prostu, by zobaczyć Teneryfę z najwyższego punktu Hiszpanii należy załatwić darmowe pozwolenie ze strony ministerstwa (łatwo ją wyszukać w Google wpisując Cable Car lub „wejście na Teide”), a liczba jest reglamentowana. Potem najlepiej kupić przez Internet bilet na kolejkę, by być „przy drzwiczkach do drogi na szczyt” o czasie. Kolejka jeździ co 10 minut i domyślam się, że w okresach letnich może być tłoczno przed wagonikiem. Piesza droga to 25-40 minut. Czy jest trudna? Mocno wiało, czuć było inne ciśnienie. Sama droga, poza końcówką, nie jest jakaś mocno trudna, aczkolwiek to na pewno nie jest spacer po parku i małe dzieci raczej nie wejdą. Za długo na szczycie nie byłem – czułem siarkę i miałem nawet 10 sekund uczucia, że jednak w dół raczej się sturlam a nie zejdę. Warto wziąć kurtkę, bluzę i buty z twardą podeszwą (nie takie do biegania).
Teide to jednak tylko część z atrakcji tej eskapady. Jeszcze bardziej niesamowite są widoki na trasie wiodącej do/z wulkanu, którą najlepiej pokonać wypożyczonym autem. Wycieczki z wszelkimi biurami mają to do siebie, że zatrzymują się tam gdzie przewodnik wskaże. Ja stawałem tam, gdy miałem na to ochotę, czyli niemal przy każdym punktu widokowym. A miejsca są fenomenalne, cudowne, genialne, rewelacyjne…

Masca** Nie szedłem szlakiem do wąwozu, prawdopodobnie jest ładny, lecz chciałem na obiad wrócić do hotelu. Trekkingowcom polecam skorzystać z Masca Express, czyli swego rodzaju taksówek dowożących na miejsce. Sama wioska, ot miejscówka w pięknych górach: aż tyle i tylko tyle. Droga dojazdowa bardzo ciekawa – wąska, z zakrętami, przewyższeniami. Taki mały sprawdzian dla kierowcy. Warto przejechać trasę, ale same miasteczko taka sobie.

Garachico****
Urokliwie położone małe miasteczko, które warto odwiedzić przy okazji jazdy przez Masca (najpierw Masca, potem Garachico). Świetne naturalne baseny, w których można się kąpać w morskiej wodzie, gdy nie ma wielkich fal. To taki „ogrodzony ocean”. Na miejscowy zameczek raczej bez sensu wchodzić. Warto poszukać na skałach krabów różnej wielkości.

Punta de Teno***** Jedno z najlepszych miejsc na Teneryfie, które widziałem. Doskonała okazja do kąpieli pośród wielkich skał, super widoki. Droga dojazdowa cudowna. Dojść blisko Garachico.

Siam Park**** Może i byłoby pięć gwiazdek, gdyby nie bałagan organizacyjny. Nieczytelność drogowskazów do zjeżdżalni spowodowała stratę czasu. Podobnie jak bieganie do szafki po pieniądze i ich odnoszenie – brak magnetycznego czytnika, który potem sumuje wydatki w barach. Za to dobrze rozwiązana sprzedaż w restauracjach. Nie wiem czy można wnosić swoje jedzenie, nam się udało, lecz nie chcieliśmy żyć tylko na kanapkach. Co do samych zjeżdżalni. Nie jestem fanem tego typu rozrywek, dotychczas wręcz unikałem ich. Tym razem doszło do przełamania, szkoda, że dopiero na godzinę przed zamknięciem  Zaliczyłem kilka zjeżdżalni, lecz po Dragonie już wiedziałem dlaczego tego nie lubię i na pewno na tego typu zjazd już sobie nie pozwolę. Świetne miejsce dla dzieci, praktycznie w każdym wieku, dorośli fani wodnych szaleństw na pewno też będą usatysfakcjonowani.

Loro Park***
No i tu mam mieszane uczucia. Z jednej strony mnóstwo niezbyt dużych klatek dla ptaków, na które przy mnogości atrakcji i tak mało kto zwraca uwagę. Pokazy delfinów, orek, małpy – przy natłoku atrakcji tytułowa papugi jakby giną. Z pokazów byliśmy na pokazie papug i orek. Ten drugi robi wrażenie, lecz należy sobie zdać też sprawę z olbrzymiej pracy zwierząt. Genialny pomysł, by w jednym miejscu zrobić niemal otwartą przestrzeń dla ptaków będących na wyciągnięcie ręki. Dlaczego tego nie mają wszystkie zwierzęta? Rewelacyjnie przygotowane lokum dla pingwinów. I moim zdaniem hit, który łatwo przegapić: zza szyb można się przyjrzeć opiece na malutkimi, kilkudniowymi zwierzętami – pracownicy dbają o nie na naszych oczach. Podsumowując: dziecko zadowolone, ja połowicznie.

Los Gigantes**, punkty widokowe Mirador de Archipenque*** (wzdłuż głównej drogi z Puerto de Santiago w kierunku Acantilados de los Gigantes) i punkt widokowy Mirador de La Hondura ** (ul. Calle la Hondura). Zapowiadało się jako hit, a było… Ładne klify, jednak ich wartość doceniają z pewnością ludzie na wycieczkach drogą wodną. Zatrzymać się, szczególnie przy z wymienionych pierwszym punkcie widokowym, warto, ale specjalnie tam jechać – raczej bez sensu.

Monkey Park**** Właściwie powinien nazywać się Park Świnek Morskich. To ich jest najwięcej a najmłodsi mają radość z karmienia. Większość małp w klatkach, kilka luzem + lemury. Jedzeniem z ręki nie pogardziła też duża iguana. Sympatyczne miejsce blisko Siam Parku i Los Cristianos – tak na 1h, max-1,5h.

Rejs katamaranem Royal Delfin***** Do wyboru opcje 4,5, 3 i 2 godzinne – my wybraliśmy najkrótszą. Łódź ma trzy pokłady co odgrywa niebagatelne znaczenie mając szybko nudzące się dzieci. Nie bujało mocno. Start z Puerto Colon. Widok delfinów na żywo – bezcenny. Zdecydowanie atrakcja godna polecenia. Korzystaliśmy z pośrednictwa „Atrakcja Teneryfa”, również bez zarzutu.

Smocze drzewo** Drzewo jak drzewo – bardzo ładne na zrobienie zdjęcia i tyle. Gdy tam byliśmy, motylarnia zamknięta. Za to w miasteczku Icod de los Vino można kupić Drag’s, ponoć wyjątkowy trunek dla północnych stron Teneryfy. Warto więc chwilę pochodzić po miasteczku.

Teneryfa*****
Na więcej nie było okazji. Teneryfa to cudowne miejsce. Dla dzieci i dorosłych, osób lubiących basen, morze (ocean) i zwiedzanie. Cudowny klimat, widoki, jedzenie. Może jeszcze kiedyś tam wrócę?!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *