Recenzje miejsc, produktów – cz. 1. Dwa miejsca, w których można w coś zagrać…

Miałem okazję wraz z 7,5-letnią córkę odwiedzić w pewne niedzielne popołudnie dwie popularne planszówkowe „gralnie” w Poznaniu. Dwa zupełnie odmienne miejsca, w jednym spędziliśmy 15 minut, w drugim 5 godzin. Ale nie zamierzam tym tekstem reklamować Kawroza ani zniechęcać nikogo do Gosu. Po prostu…
Oba lokale mieszczą się w centrum Poznania jednak w odległości od siebie na przynajmniej 20, 25-minutowy spacer. Zaparkować przy Gosu to szczyt marzeń, niezależnie od dnia i godziny, zatem tutaj czeka nas zwykle dojście z płatnego parkingu, w naszym przypadku był to Stary Browar. Przy Kawrozie miejsce do zostawienia pojazdu było, ale oczywiście nie miarą parkingową należy oceniać obie sale do grania.
Gosu zastaliśmy z jedną salą. Miejsce jest zapewne większe, bowiem zza zamkniętych drzwi dobiegały rozmowy graczy, prawdopodobnie był jakiś turniej. Koszt, bodaj 3,5 zł za godzinę grania – wyśmienity. Byliśmy jedynymi indywidualnymi gośćmi. Pan z obsługi niezwykle sympatyczny, dostaliśmy grę na jakiej nam zależało. I zapewne dalej potoczyłoby to się fajnym torem, czyli pan polecałby kolejne propozycje i tłumaczył zasady, gdyby nie… Na pytanie czy można zamówić herbatę usłyszałem ciche „mogę panu zrobić. Dopiero w tym momencie zorientowałem się, że nie ma tutaj pełnej „infrastruktury” do kawiarnianych zamówień. Granie z dzieckiem bez „dopingu” to średnie rozwiązanie dla wypadu z dzieckiem, zatem pamiętając o istnieniu lokalu o nazwie Kawroz postanowiłem zaryzykować i zmienić lokal.
Co ciekawe, nie policzono mi nic za partię w Abalone – to jeszcze raz podkreśla pozytywną aurę wokół Gosu.
Zatem mimo krótkiej wizyty nie mogę w wersji obiektywnej źle ocenić to miejsce. Po prostu najprawdopodobniej główną klientele stanowią studenci lub typowi gracze przez większe „G”, którzy niewiele wymagają i szukają głównie „miejscówki” do grania, a reszta nie ma większego znaczenia.
Kawroz według mojego subiektywnego spojrzenia stanowi zupełnie inny świat. Za 3 godziny gry zapłacimy bodaj 9,90 zł od osoby, można oczywiście liczyć na pomoc obsługi w doborze gier i tłumaczeniu zasad. I to właściwie w każdym momencie, choć wg cennika przysługuje do 30 minut. Klient czuje się ważny i szanowany, a osoby tam pracujące są bez wątpienia pasjonatami, a przy tym potrafią trafić sposobem wyjaśniania zasad zarówno do dziecka jak i dorosłego. Dobór gier z polecenia pracowników Kawroza – znakomity (m.in. Mieszanka wybuchowa, Splendor, Niagara, Cardline, Takenoko). Skoro 7,5-latka została 5 godzin bez większych oznak zniecierpliwienia i chęci „rozniesienia lokalu”, musi to o czymś świadczyć.
Naturalnie pomogły w tym „elementy towarzyszące”. Gorąca czekolada a potem ciasto (ja wybrałem sernik) stanowiły nienajważniejszy, ale istotny punkt programu. W dodatku smaczny. Menu zresztą posiada nie tylko słodkie propozycje – innym razem wybraliśmy makarony i również nie czuliśmy się rozczarowani. Właściciele lokalu traktują go jako nieco nietypową kawiarnię. I bardzo dobrze!
Oprócz nas przewinęły się bodaj 3 rodziny z dziećmi, jedni z 7 i 9 latkiem grali nawet w Ticket to ride dookoła świata (!). To potwierdza, Kawroz to zdecydowanie miejsce godne polecenia rodzicom chcącym wciągnąć pociechy w gry planszowe, ale także nieco starszej klienteli lubiącej wypić dobrą herbatę/kawę i potestować nawet gry niebędące już w sprzedaży.
Mimo że nie jestem pasjonatem planszówek (po prostu lubię czasem pograć :)), do Kawroza będę wracał i mogę to miejsce szczerze zarekomendować jako możliwość ciekawego spędzenia czasu z ludźmi w różnym wieku, w tym z dziećmi. Gosu ma zapewne innych odbiorców, życzę prowadzącym wszystkiego najlepszego, lecz to nie moja bajka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *